O autorze
Innowacje w Polsce to kwestia kluczowa dla naszej przyszłości. Stopień ich rozwoju odpowie na pytanie, czy pozostaniemy cenionymi monterami urządzeń, które stworzyli inni i dostawcami niezbyt skomplikowanych usług, których innym nie opłaca się wykonywać, czy też będziemy równorzędnym aktorem europejskiej gry gospodarczej. Dlatego tak ważna jest dyskusja na tym portalu. Bez innowacji społecznych osiągniemy tylko połowę sukcesów. I to o nich chce przypominać w moim blogu jako Rzecznik Praw Obywatelskich, szukając sprzymierzeńców i ambasadorów idei społecznych innowacji.

O dobrym pomaganiu

Bezdomny to ktoś inny, obcy, trochę z innej planety? Nam przecież to by się nie zdarzyło? Tymczasem 30% bezdomnych to dziś osoby z wyższym wykształceniem. Są wśród nich tacy, którzy mieli kiedyś udaną rodzinę, ciepły dom. Wielu z nich miało niezwykłe talenty lub ma wielką wrażliwość; teraz są zdani na pomoc innych. Czy ta pomoc musi pozostać niskoefektywna, czasami upokarzająca, ratująca tylko przed zamarznięciem tych ok. 30 tys. osób w całej Polsce? Czy też można być innowacyjnym również w tych tradycyjnych, starych obszarach administracji pomocowej, kojarzonej na co dzień niestety niemal wyłącznie z biurokracją? Czy w ogóle pomoc ludziom biednym, bezdomnym mieści w sobie jeszcze jakiś potencjał innowacyjny?

Zawsze przecież będzie to jakaś miska zupy, ciepła kurtka z darów, próba znalezienia schronienia... Tymczasem właśnie w tej sferze dzieją się rzeczy nowe, ciekawe, a czasem rewolucyjne i wielkie.

Na tym blogu chciałabym opowiadać o ludziach i ideach, które mnie (jako RPO) zachwyciły, bo stanowią prawdziwą innowację – bez sztucznych granic podziału na innowacje techniczne i społeczne. Jako pierwszy z brzegu zaczerpnęłam przykład z niedawnej jeszcze świątecznej atmosfery.

Sylwester lub Wigilia dla bezdomnych? To zwykle pośpiesznie ustawione stoły w holu dworca lub na rynku, połykane na stojąco pierogi i bigos z papierowej tacki. Dobre i to. Ach, oczywiście jeszcze paczka na drogę! W Katowicach grupa ludzi dobrej woli zrobiła to inaczej: miejsce przy stole dla każdego, spokojny posiłek, specjalna wizytówka dla tej właśnie osoby, żadnego pośpiechu i przemówień. Całkowite spersonalizowanie pomocy, danie poczucia, że to ktoś ważny, obdarzony jak każdy godnością. A paczka oczywiście i tak się przyda. Zachwyciła mnie także akcja „Barki”, organizacji, która nie dość że stworzyła w Wielkopolsce model wspólnoty, gdzie z najsłabszymi się jest i mieszka, a nie tylko nimi administruje, to jeszcze rozpoczęła akcje odszukiwania tych zagubionych po dworcach i mostach zachodniej Europy. Nie wszystkim emigrantom się przecież udaje. Chodzi o to, aby mieli dokąd wrócić, aby wyrobić im dokumenty i znaleźć miejsce w Polsce, które będzie na nich czekało. Niektórzy byli ofiarami handlu ludźmi lub mieszkali pod mostami Londynu czy Hamburga 10 lat. Autorom tej superinnowacji z całego serca dziękuje.

Z kolei w Stargardzie Szczecińskim potraktowano wyprowadzanie z bezdomności, jako kompleksowy, dynamiczny projekt. Przyjmując, że istnieją tzw. 4 etapy bezdomności, aż w przypadku 3 początkowych z można człowieka z niej „wyprowadzić”. Potrzebne są jednak działania konsekwentne i również w etapach. Najpierw ogrzewalnia, nawet dla tych z promilami, potem dopiero całodzienny dom pomocy, i wreszcie perspektywa własnego mieszkania, chronionego, wspomaganego, ale pozwalającego na własną przestrzeń, jak również na życie w niewielkiej wspólnocie (w pierwszym okresie). Mieszkania, które oferuje niebogaty Stargard są odnawiane przez samych byłych bezdomnych, budują je dla siebie i nie są to byle komórki. Chodzi właśnie o to, aby powrót do życia był też powrotem do szacunku.

Są też pseudoinnowacje. Widziałam okropną, kosztowną konferencję o zwalczaniu bezdomności w drogim hotelu. Organizatorzy z dumą przedstawili 5 bezdomnych, których przygotowywano do wystąpienia przez 6 m-cy wcześniej, starannie umyto i z dumą zaprezentowano publiczności. Aby nie było wstydu. Na pewno nie o to nam chodzi.
Trwa ładowanie komentarzy...