Innowacyjność... Administracja, głupcze!

Dlaczego prywatna firma medyczna może powiadamiać SMS-em o wizycie a publiczne przychodnie nie? Dlaczego taka firma nie marnuje czasu lekarza powierzając asystentce wypełnienie wstępnej ankiety z pacjentem? Odpowiedź będzie brzmiała zapewne: bo w publicznej sieci nie ma tyle pieniędzy. A tymczasem odwołana (lub nieodwołana) wizyta może być warta więcej niż 100 smsów. Wielu pacjentów "traci głowę" u lekarza i nie pamięta zaleceń. Mamy np. świetne wyniki w ratowaniu "zawałowców" i jednocześnie marne wyniki skuteczności po 2-3 latach terapii. Edukator (pomocnik administracyjny?), który spokojnie i dokładnie wyjaśni człowiekowi, dlaczego i jak trzeba brać leki, i że naprawdę trzeba je brać (mimo czasami przerażających skutków ubocznych opisanych w ulotce) obniży nawroty choroby i śmiertelność dużo lepiej i taniej.

Gardzimy często w Polsce administracją – ach, to tylko uciążliwa biurokracja. Więc dyrektorem szpitala robimy lekarza, który studiował przez 10 lat medycynę a nie administrację i dlatego szpital zmierza do bankructwa. Zrzucamy na lekarzy nawet prostą dokumentację, bo żal zatrudnić tańszego specjalistę od prac administracyjnych.

Nie mówiąc już o innych paradoksach, np. od dwóch lat wołam o to, aby geriatra miał uprawnienia do przepisywania osobie starszej leków czy zwykłego balkonika.

Pieniądze w ochronie zdrowia obywateli są ważne. Bardzo ważne. Ale nie są w stanie zastąpić innowacyjnego (a może tylko racjonalnego) myślenia.

Porządna, przyjazna człowiekowi administracja to jest to, co nasi emigranci w Londynie czy Oslo wychwalają najbardziej. Tymczasem nasze struktury, przyzwyczajenia i sposób myślenia o administracji stają się coraz bardziej archaiczne. Często przekłada się to na wyniki pracy, np. w jednym z ministerstw blisko 50 proc. decyzji musi obalać sąd administracyjny.

Czy w ogóle Polacy potrafią sobie radzić z tym problemem? W historii jest taki przykład: przed II wojną światową stworzyliśmy administrację, która nie tylko była kompetentna i poważana, ale przetrwała nawet okupację w postaci państwa podziemnego. A i dzisiaj dobre sygnały płyną z wielu miast, np. Gdyni.

Gorzej jeśli chodzi o centralę, nawet szybka komputeryzacja nie jest w stanie zastąpić braku reform strukturalnych, utrwalonych nawyków, mentalności. Być może zbyt często zmieniają się też ministrowie, bo trudno zapanować nad resortem w kilka miesięcy, gdy zastaje się tak wiele zaniedbań. Odkryliśmy właśnie przypadek ważnego dla obywateli rozporządzenia, którego wydanie zajmuje jednemu z ministerstw już 17 lat.

Administracja, głupcze! Czy to nie jest świetne hasło wyborcze w amerykańskim stylu na nasze aktualne potrzeby?
Trwa ładowanie komentarzy...