O autorze
Innowacje w Polsce to kwestia kluczowa dla naszej przyszłości. Stopień ich rozwoju odpowie na pytanie, czy pozostaniemy cenionymi monterami urządzeń, które stworzyli inni i dostawcami niezbyt skomplikowanych usług, których innym nie opłaca się wykonywać, czy też będziemy równorzędnym aktorem europejskiej gry gospodarczej. Dlatego tak ważna jest dyskusja na tym portalu. Bez innowacji społecznych osiągniemy tylko połowę sukcesów. I to o nich chce przypominać w moim blogu jako Rzecznik Praw Obywatelskich, szukając sprzymierzeńców i ambasadorów idei społecznych innowacji.

Armia pokojowych pomocników

Innowacje biorą się często ze spotkania z Innym. Z inną tradycją, zwyczajem, architekturą, kuchnią czy prawem. Nagle widzimy, że to Inne jest nowe, interesujące, próbujemy niektóre rzeczy zaadoptować lub odrzucić. Otwartość opłaca się historycznie i ekonomicznie. Nie zubaża tożsamości, ale ją wzbogaca.

Polska, kraj pierogów ruskich i ryby po greku, kołdunów litewskich i karpia po żydowsku, zdumiewająco łatwo stała się także krajem kebabów. Ma pociąg do nowości. Ba, zawsze go miała w najlepszych okresach swojej państwowości. Nawet różnorodność polskich nazwisk wskazuje na bogactwo historycznych tropów, na zdolność przyciągania i udzielania schronienia, dzielenia się chlebem.

Nie powinniśmy tracić ani zubażać tej narodowej cechy. Od kilku lat słusznie zwraca się uwagę na „kulturę przyjęcia” danego narodu wobec uchodźców, wobec osób w potrzebie i rodzin z dziećmi szukających pomocy społecznej, czasami nowej ojczyzny. Z drugiej strony, można zaobserwować zjawisko tzw. nowego egoizmu, u osób, które czują się pewnie i bezpiecznie, bo usuwają z pamięci to, co przeżyła ich prababcia lub dziadek na Syberii.

Ostatnio zetknęłam się z pięknym przykładem wsparcia udzielonego młodemu chłopakowi z Ukrainy, oszukanemu wcześniej przez polskiego pracodawcę. Zapytałam osobę wspierającą, dlaczego pomaga? Odpowiedź była krótka: moje dorosłe dziecko jest teraz w Londynie, być może ktoś mu tam pomaga, ja robię to samo tutaj, to normalne.

Gdyby tylko ci, którzy sami pracowali lub których dzieci pracują teraz za granicą włączyli się w Polsce w akcję pomocy migrantom, przyjęli ich dobrze we wspólnotach samorządowych, osiedlach, czasem parafiach, mielibyśmy prawdziwą armię pomocników. Najbardziej pokojową i użyteczną armię świata.
Trwa ładowanie komentarzy...